piątek, 11 października 2013

Książkowy zastój w interesie

Pewnie nie tylko ja mam takie okresy kiedy żadna książka nie jest w stanie mnie porwać i totalnie zawładnąć moimi myślami. Nie wiem czy wynika to z braku trafionych lektur, czy z mojego negatywnego nastawienia. Kilka kolejnych książek nie zachwyciło mnie i ciągle szukam czegoś co sprawi, że nie będę mogła oderwać się od czytanej historii. Być może "Zwyczajne życie" Joanny Chmielewskiej to sprawi. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie przeczytam już nic nowego tej autorki. Pora więc na powrót do tych jej książek, z których pamiętam niewiele lub nic.
W autobusach słucham natomiast audiobooka "Niewidzialny" Mari J






 














Tymczasem od kilku tygodni na półce leżą rozpoczęte książki: 
1. "Lokatorka Wildfell Hall" Anne Bronte. Przeczytałam 50 stron i stanęłam. Nie wiem dlaczego, bo historia jest obiecująca. Chcę dać jej kolejną szansę. 











2. "Brudna robota" Kristin Kimball. 
Wiele obiecywałam sobie po tej książce i na początku bardzo mi się podobała. Cieszyłam się, że wreszcie znalazłam coś dla siebie. Oto Kristin wraz mężem Markiem zakładają farmę i postanawiają sprzedawać warzywa, owoce, mięso i wszystko co uda im się wyprodukować. Generalnie wszystko fajnie, historia jest prawdziwa i przepełniona emocjami. Rozumiem też zamiar autorki, która chciała pokazać, że praca na roli jest ciężka i w niczym nie przypomina historii o tym jak człowiek z miasta wyjechał na prowincję i zaczął wieść cudowne życie. No, ale w tym przypadku nadmiar narzekania przygniótł mnie. Przez pół książki zastanawiałam się dlaczego tych dwoje ciągle ze sobą jest, skoro ich codzienność to ciągła walka i kłótnie. Najfajniejszy z całej książki był epilog. Za mało.





3. "Morfina" - Szczepan Twardoch
Zaczęłam czytać. Narracja nieprawdopodobna, widać, że autor "wielkim pisarzem jest" ... ale z tymi wielkimi tak czasami jest, że docenić łatwo, ale trudniej przeczytać. Niemniej próbować będę - może się wciągnę. Potrzebuję spokojnej głowy i kilku godzin ciszy. Póki co moje myśli szaleją i w swoim rozlataniu przypominają twarz z okładki. Gdybym jeszcze wiedziała dlaczego?

Wracając do "Morfiny". Nie chcę zrezygnować z tej książki, bo mam wielką ochotę na takie inne spojrzenie na wojnę. Podział na dobrych i złych jest oczywisty, a tutaj ... tutaj jest chyba inaczej.    







4. "Nagrobek z lastryko" - Krzysztof Varga. 
Wkurzam się na siebie, bo to kolejna doskonała, współczesna powieść polskiego autora. Biorę do ręki, zachwycam się, czytam przez kilka minut, a potem myśli uciekają i zapominam o czym czytam. Postanowiłam, że dopóki nie skończę tej książki, nie oddam jej do biblioteki. Na szczęście mogę trzymać książki dłużej niż inni czytelnicy, więc w końcu wena wróci. To naprawdę świetna lektura i szkoda by było z niej rezygnować.
Na obwolucie możemy przeczytać, że to:
"Być może to jedna z najsmutniejszych książek, jaką napisano w ostatnich latach. Doskonały dokument naszych czasów. Wyrazista, podana z doskonałą ostrością wizja współczesnego człowieka. Człowieka, którego autor, mimo wszystko, obdarza ciepłem i humorem. Choć operując błyskotliwym dowcipem bezlitośnie dobiera się do coraz głębszych warstw, coraz pilniej strzeżonych intymnych sekretów i nerwic swojego bohatera.
Główny bohater to kumpel Adasia Miauczyńskiego i Woody’ego Allena. I mimo tego, że rzecz dzieje się w Warszawie — bohater jest kosmopolityczny, pracuje w Firmie, je zdrowe zestawy firmowe, pije globalny alkohol, je globalne sery i pali globalne papierosy, przegląda globalne katalogi IKEI. To everyman. A jego opowieść ogarnia cały współczesny świat."
I tak jest w istocie.



Liczę, że po weekendzie, który zapowiada się zupełnie bezksiążkowo, w poniedziałek z utęsknieniem rzucę się na ten mój rosnący stosik.
A jak jest u Was? Może czytacie teraz książkę, od której nie można się oderwać?



9 komentarzy:

  1. Wczoraj skończyłam czytać powieść, którą najchętniej połknęłabym na raz, niedługo pojawi się jej recenzja. Ale kryzys czytelniczy też mnie raz dopadł i wiem, że to nic przyjemnego. Może na przełamanie wybierz jakąś lekką i relaksującą historię, a dopiero później sięgnij po "Morfinę" czy "Nagrobek z Lastryko"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na to wpadłam i zaczęłam od Chmielewskiej. Już chyba wiem o jakiej książce piszesz :) Lecę czytać recenzję :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę Ci, że "Morfina" jeszcze przed Tobą. Ja czytałam ją już dość dawno temu i za jakiś czas pewnie znów po nią sięgnę. Narracja faktycznie wyjątkowa, sama opowieść mocno wciągająca. W mojej ocenie to jedna z lepszych książek ostatnich lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że to jest taka książka - wyjątkowa i bardzo dobra. Ale niech jeszcze chwilę poczeka aż poczuję głód lektury :)

      Usuń
  3. Znam to i było u mnie tak samo pod koniec sierpnia w czasie urlopu. Totalna czytelnicza niemoc, mimo że miałam w planach niezły stosik do przeczytania.

    Z tych tutaj mam wielką chęć przeczytać "Morfinę", a "Brudną robotę" otrzymała ode mnie w prezencie przyjaciółka i bardzo sobie chwaliła.

    W tajemnicy ;) podpowiem, że 16. października jest premiera książki Kazimierza Orłosia- Historia leśnych kochanków i inne opowiadania.

    A jeżeli nie masz chęci na czytanie, to może audiobook coś pomoże na niemoc ;) Zapraszam do mnie - na Czytelniczym proponuję dzisiaj małe rozdanie.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale w końcu ta niemoc przeszła, prawda? Ja na to bardzo czekam.
    Tak, nowego Orłosia widziałam. Ciekawe czy te opowiadania są równie dobre jak "Dom .... "

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeszło :) Teraz pochłaniam jedną za drugą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och zazdroszczę. Też czekam na taki stan :)

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...