
Po drugie, jest rok 2007. Tom Bedford jest dorosłym facetem, którego zostawiła żona, a syn nie utrzymuje z nim kontaktu. Żyje dniem obecnym, stroni od ludzi i niczego nie oczekuje od życia. Dopiero wiadomość, że jego syn został oskarżony o zabójstwo podczas misji w Iraku zmusza go do stawienia czoła demonom z przeszłości.
"Odważni" to dobrze skonstruowana i wciągająca powieść. I choć nietrudno domyśleć się co będzie dalej (w czym niestety pomaga opis na okładce), to i tak trudno się od niej oderwać.
Lubię powieści, które nie epatują brutalnością, seksem, a mimo to są w 100% męskie. Tak jest w tym przypadku. Co więcej, to jest właśnie cecha charakterystyczna twórczości Nicholasa Evansa. Jego bohaterowie nigdy nie są bezmózgowymi mięśniakami, ale posiadają pewną wrażliwość i delikatność. I tak jak w przypadku Toma Bedforda, choć widać, że to nie jest facet idealny to nie sposób nie poczuć do niego sympatii.
Jest jeszcze jeden wspólny mianownik dla wszystkich powieści Nicholasa Evansa, a mianowicie podkreślanie więzi z otaczającą nas przyrodą i traktowanie jej z należytym szacunkiem. To sprawia, że ogromnie szanuję tego autora i czuję z nim swoiste pokrewieństwo. Zresztą, Nicholas Evans od lat jest dla mnie gwarancją wysokiej jakości. Przeczytałam większość jego książek i żadna mnie nie zawiodła.
Tak było i w tym przypadku, choć moją ulubioną powieścią nadal pozostaje "Zaklinacz koni".

Muszę przeczytać. Dotychczas przeczytałam tylko jedną książkę tego autora: "Na plaży Chesil", ale jakoś szczególnie mnie ona nie porwała.
OdpowiedzUsuńKarolka, "Na plaży Chesil" napisał Ian McEwan. Notabene też bardzo dobry pisarz, choć to zupełnie inne pisarstwo. A Nicholas Evans, autor "Odważnych" napisał "Zaklinacza koni", "W pętli" i in. I jego książki bardzo polecam. Bardziej niż I. McEwana, którego proza jest jednak mocno dołująca i ja nie dałabym rady przeczytać dwóch jego książek po kolei. Pozdrawiam.
Usuń