
Na weekend, podczas którego czułam się wyjątkowo fatalnie, wybrałam książkę Cecelii Ahern "Dziękuję za wspomnienia". Poza tym, że jest łatwa, lekka i totalnie naiwna, niewiele można o niej napisać. Joyce potrzebuje krwi ponieważ spadła ze schodów i straciła dziecko. Justin za namową koleżanki decyduje się oddać krew. Trafia ona do leżącej w szpitalu dziewczyny. I nagle okazuje się, że Joyce śni o ludziach i miejscach, których nigdy nie widziała, zna się na architekturze i winach i mówi po włosku. Dokładnie tak jak Justin. Nie dość, że robią w tym samym momencie te same rzeczy to jeszcze ciągle na siebie wpadają.
Poziom naiwności jak dla mnie przekroczony kilkakrotnie. I gdyby nie fakt, że nie potrafiłam skupić się na żadnej poważniejszej lekturze, tej książki z pewnością bym nie przeczytała. A tak, dałam radę.

PS. Dobrze, że w poniedziałek zgarnęłam z półki kolejną książkę. Może nie była to lektura bez wad, ale na pewno o wiele lepsza od "Dziękuję za wspomnienia". Szczegóły jutro.
na temat Ahern słyszałam wiele dobrego, ale przyznam szczerze, że mnie opis akcji również nie przekonuje. wyjątkowo nie lubię naciąganych historii i dziwnych zbiegów okoliczność więc "za wspomnienia" również podziękuję.
OdpowiedzUsuńByć może inne książki C. Ahern są lepsze. Kupić, nie kupię, ale być może znajdę kiedyś w bibliotece inną jej pozycję. Sama jestem ciekawa czy ona tak ma zawsze, czy tylko ta książka była taka naciągana :)
OdpowiedzUsuńA ja wiele dobrych opinii słyszałam na temat pani Ahern. "Dziękuję za wspomnienia" leżą na półce w kolejce do przeczytania. Przeczytam - sama się przekonam, ciekawa jej po prostu jestem:)
OdpowiedzUsuńTo moja pierwsza książka tej autorki,ale bardzo mi się podobała: http://zaczytana97.blogspot.com/2013/06/2-dziekuje-za-wspomnienia-cecelia-ahern.html :)
OdpowiedzUsuń