
Portugalska kolonia Makao, 1928 rok. Trzydziestoletnia Nadia Szaszkowa pomaga wujowi prowadzić sklep i nie przejmuje się prośbami matki, by wreszcie znalazła sobie męża. Żaden z kandydatów nie wzbudza w niej żywszych uczuć. Tę niezależną i bystrą samotniczkę nękają wspomnienia tragedii przeżytej w dzieciństwie w Rosji. Pewnego dnia w Makao pojawia się Iain Sutherland, tajemniczy Szkot, oficjalnie pracownik konsulatu brytyjskiego, z wielu powodów bardzo Nadią zainteresowany. "Gra o wszystko" to saga rodzinna pełna niespodziewanych zwrotów akcji i dramatycznych wydarzeń. To historia o miłości, poświęceniu, wielkiej odwadze i walce z przeciwnościami losu.
Ten krótki opis jest zdecydowanie lepszy od całej książki i niestety zbyt naciągany. Po pierwsze, jeśli to jest saga rodzinna, to chyba mocno odchudzona, bo dotyczy właściwie jednego pokolenia. Po drugie, wszystko w tej powieści jest płytkie, mdłe i pozbawione emocji. Słowa, słowa, słowa. Po trzecie, autorowi najwyraźniej przyświecał znany slogan: "Jeśli dziś jest wtorek, to jesteśmy w ...... ". Oto dzielny Iain udaje się do Rosji by uratować ojca Nadii. Cała akcja zajmuje jakieś 20-30 stron. Parę kartek dalej "bziuuum" i jesteśmy w Szkocji, a zaraz potem w Hongkongu. W każdym z tych miejsc dzieją się rzeczy ważne i gdyby autor miał głowę na karku, z każdego z tych wątków mógłby stworzyć barwną i złożoną powieść, którą czytelnik pochłaniałby z wypiekami na twarzy. Niestety autor postanowił na siłę umieścić je w jednej książce. Szkoda.
Generalnie nie polecam. Nikomu.
2/6
uuu, ale niefajnie tak stracić czas na miernotę.. no ale czasami tak bywa niestety. Plus jest taki, że już znasz autora i wiesz, żeby omijać szerokim łukiem ;)
OdpowiedzUsuńGorzej, gdy się okaże że ta książka to tylko wypadek przy pracy, a inne jego książki będą dużo lepsze. A ja taka negatywnie nastawiona :)
UsuńBardzo cenię takie recenzje, bo dzięki nim oszczędzam czas na bardziej wartościowe książki, a w przypadku powieści Juliana Leesa łatwo mogłam się nabrać, bo lubię literaturę z orientalnym tłem, a to wyraźnie zapowiada okładka. Dzięki!
OdpowiedzUsuńAleż proszę bardzo :)) Ja niestety nabrałam się na opis z okładki. Rzadko piszę negatywne recenzje, ale tym razem naprawdę byłam rozczarowana tą książką.
UsuńRzeczywiście sam opis nawet interesujący, jak spotkam być może zaryzykuję i sama się przekonam. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńOj, fajnie by było gdybyś zaryzykowała i przeczytała. Może odkryjesz w tej książce coś, czego ja nie dostrzegłam i o tym napiszesz :)
UsuńWidziałem na wyprzedaży u Prószyńskiego za kilka złociszy. Ale po tej recenzji nawet taka niewielka kwota wydaje się za duża ;)
OdpowiedzUsuńNo właśnie na tej wyprzedaży nabyłam tę książkę. Dobrze, że była taka tania, choć masz rację - i tych paru złotych szkoda :)
UsuńHm. Komentarz mi zeżarło, czy jaki czort?
OdpowiedzUsuńWczoraj coś wspomniałam na temat zawiedzionych nadziei, bo uwielbiam sagi, a te egzotyczne to już w ogóle, a tu taka klapa. Dzięki za ostrzeżenie. Im mniej mam czasu na książki, tym uważniej je dobieram.
A, już wiem jaki czort. Napisałam, wysłałam i zamknęłam. No i nie zauważyłam weryfikacji obrazkowej, a komentarz się nie zapisał. Pfff.
UsuńNawet nie wiedziałam, że mam weryfikację obrazkową ;)
UsuńSkoro nie polecasz to nie będę tracić czasu na taką książkę :)
OdpowiedzUsuńPewnie, jest tyle pięknych książek na które brakuje czasu, że szkoda sięgać po te słabe :)
Usuń