
Historia opowiedziana w "Martwym jeziorze" jest naprawdę ciekawa. Główna bohaterka - Beata, postanawia wynająć prywatnego detektywa, żeby dowiedzieć się czy jej rodzice są faktycznie jej rodzicami. Ma powody przypuszczać, że ojciec nie jest jej biologicznym ojcem, ponieważ nie zgadzają się grupy krwi. Podejrzewa, że jej matka mogła mieć romans. Nie bez znaczenia jest też fakt, że rodzice nigdy nie okazywali jej uczuć, że właściwie zerwali z nią kontakt gdy wyjechała na studia do Warszawy. I oto nagle prywatny detektyw odnajduje w Stanach jej akt zgonu i nagrobek. Kim więc jest? Skąd wzięła się w domu ludzi, których przez całe życie uważała za rodzinę?
Korzystając z okazji, że po dwóch latach milczenia, młodsza siostra przysłała jej zaproszenie na ślub, postanawia pojechać do domu i dowiedzieć się prawdy. Jej zwariowana przyjaciółka niemalże zmusza ją, żeby na uroczystość pojechała z jej bratem - Jackiem. Chłopak jedzie z nią i aż się chce powiedzieć "dzięki Bogu", bo bez niego byłoby z Beatą krucho.
Ciekawa byłam jak autorka wybrnie z całej tej pogmatwanej intrygi. Okazało się, że poradziła sobie całkiem nieźle i inteligentnie. Większość tajemnic została wyjaśniona, źli ukarani, a dobrzy docenieni. Piszę tak enigmatycznie ponieważ nie chcę zdradzać fabuły. Jeśli ktoś ma ochotę na przyjemną i lekką lekturę z dreszczykiem to zachęcam do sięgnięcia po "Martwe jezioro". To książka na jeden, góra dwa wieczory, a jeśli komuś spodoba się ta historia to może przeczytać drugą część pt. "Czy ten rudy kot to pies?" Ja przynajmniej mam taki zamiar.

Linkuję Cię!! :)
OdpowiedzUsuńA propos - a wiesz, że na bloggera możesz przenieść swoje wpisy z bloxa (gdybyś bardzo tego chciała) - blogger umożliwia publikowanie z datą wsteczną.
Ja tak przenosiłam cztery lata ze swojego drugiego, nieksiążkowego bloga - jakoś bardzo chciałam być "w całości" :)
Taka porada - jeśli byś chciała. Ale może wcale Ci to nie przeszkadza.
Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)
Mi ksiązka przypadła do gustu, ale to pierwsza powieśc autorki dopiero, więc ma niedociągnięcia. POlecam najnowszą powieść Rudnickiej "Natalii5".
OdpowiedzUsuńZ pewnością sięgnę kiedyś po tę powieść. Czytałam niedawno 'Natalii 5' i niezwykle zaintrygowała mnie autorka :) Jak widać - słusznie.
OdpowiedzUsuńOleńka - dzięki za wpis i za radę:)). Choć co do przenosin z bloxa na blogera to szczerze mówiąc już to kiedyś zrobiłam. Dwa dni później skasowałam wszystkie przeniesione posty. I nie wiem co robić, może lepiej niech zostaną gdzie są. A może kiedyś przeniosę je tu jeszcze raz, tym razem na zawsze? Zobaczymy :)
OdpowiedzUsuńAneta - nie wiedziałam, że to pierwsza książka tej autorki. "Natalii 5" spróbuję gdzieś upolować. Dzięki :))
Futbolowa - mnie też zaintrygowała ta autorka i też jak widać słusznie :). I zdziwiłam się gdy przeczytałam, że ona taka młoda. Pozdrawiam :)
Właśnie czytam "Lilith" tej autorki. Innych jeszcze nie znam. Książka ciekawa i przyjemna na deszczowe lato.
OdpowiedzUsuńCo mnie zdziwiło? To, że autorka ma zaledwie 23 lata i już taki dorobek. Godne podziwu. Będą z niej ludzie.