wtorek, 1 kwietnia 2014

"Dom nad jeziorem smutku" - Marilynne Robinson


 
Tytuł: "Dom nad jeziorem smutku"
Autor: Marilynne Robinson
Tłumaczenie: Wojciech Fladziński
Tytuł oryginału: Housekeeping
Wydawnictwo: Wydawnictwo M
Data wydania: 2014
Liczba stron: 212
"Historia Ruth i jej młodszej siostry Lucille stanowi fabułę powieści. Ich wychowanie przebiega w sposób przypadkowy: najpierw trafiają pod opiekę troszczącej się o nie babci, następnie dwóch komicznie nieudolnych sióstr dziadka i wreszcie Sylvie, ekscentrycznej, nieprzystosowanej społecznie ciotki.
Ruth i Lucille mieszkają w domu rodzinnym w Fingerbone, prowincjonalnym mieście leżącym nad jeziorem, w którym – w wyniku spektakularnej katastrofy kolejowej – zginął dziadek bohaterek. Kolejną ofiarą, którą pochłonęło jezioro jest matka dziewczynek. Zjechawszy samochodem z urwiska, ginie także w otchłani wody.
Miasto, będące tłem akcji jest miejscem zarówno magicznym, jak i typowym: „zna swoje miejsce w szeregu za sprawą dominującego okolicznego krajobrazu, nieprzewidywalnej pogody i świadomości, że cała historia ludzkości rozegrała się gdzie indziej"."

Dziwna to książka. Na początku w pewien sposób rozczarowuje, a mimo to nie sposób o niej zapomnieć. Ma w sobie coś hipnotyzującego i wciągającego i sprawia, że ten niedosyt który czuje się na początku, przemija. Od przeczytania ostatniej strony minęło kilka dni, a ja z premedytacją przeciągałam moment pisania recenzji. Chciałam tę książkę trochę przetrawić, spojrzeć na nią z dystansu, ułożyć myśli. Nadal nie wiem co właściwie powinnam napisać, ale wiem, że ciągle mam ją z tyłu głowy. I choć podczas lektury wielokrotnie myślałam, że ja napisałabym to inaczej, to im dłużej myślę o tej książce, tym więcej mam wątpliwości co do moich pierwszych refleksji. Może właśnie dzięki powolnej narracji i zwrotom akcji, ta historia tak bardzo zostaje w głowie.
Myślę o Ruth, o jej dziwnym, poniekąd szczęśliwym, choć raczej tragicznym dzieciństwie ....
Pewnie wielu z Was (ja na pewno) jako dzieci wielokrotnie marzyło, że pewnego dnia rodzice nie będą nakazywali nam chodzić do szkoły, nie będą nas ganili za zbyt długie przesiadywanie na podwórku i w ogóle będziemy mogli robić co tylko będziemy chcieli. Któż z nas nie miał takich marzeń. Ruth i jej siostrze przydarzyło się mieć takie życie. I gdy ono trwa uświadamiamy sobie jak jest tragiczne i porażające. Dziewczynki wychowywane przez ciotkę o naturze włóczęgi i zbieracza w jednym (nie wiem co gorsze), pomimo braku ograniczeń nie mają łatwego dzieciństwa. Muszą  nauczyć się ignorować podejrzliwe spojrzenia sąsiadów, kpiny kolegów ze szkoły, dowiadują się też, że "państwo interesuje się dobrem dzieci" i ich styl życia nie jest powszechnie akceptowany. W pewnym momencie muszą podjąć decyzje dotyczące swojej teraźniejszości i przyszłości. Co wybiorą? Odpowiedź oczywiście znajdziecie w książce :)

Tej książki nie da się czytać w pośpiechu, przy głośnej muzyce i gadających domownikach. Wymaga ona ciszy i skupienia by móc poczuć jej rytm i melodię i docenić nietuzinkowy styl autorki. Niestety tę prawidłowość odkryłam dopiero około setnej strony ;) Myślę też, że jest to idealna książka do głośnego czytania, zwłaszcza że napisana jest w pierwszej osobie i ma dosyć wolne tempo, typowe dla opowieści snutych np. przy kominku.
Jeśli lubicie nietypowe historie i książki, które zmuszają do refleksji to sięgnijcie po "Dom nad jeziorem smutku", a nie poczujecie się zawiedzeni.

4+/6 


 Z możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu M.


14 komentarzy:

  1. Dokładnie rozumiem Twoje wrażenia z książki. Ja w tej książce "brodziłam" przez kilka dni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie "brodziłam" to doskonałe określenie :)

      Usuń
  2. Ja również długo czytałam tę książkę, jednak mnie nie zachwyciła w takim stopniu jak Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku też czułam rozczarowanie, ale im dłużej myślałam na fabułą i im więcej stron przeczytałam tym bardziej zaczynała mi się podobać :)

      Usuń
  3. Zgadzam się, że powieść skłania do wielkich refleksji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak .... i naprawdę szczerze współczułam Ruth i Lucille, że miały takie dzieciństwo. Mimo, że nikt się nad nimi nie znęcał, ani nie stosował wobec nich przemocy fizycznej.

      Usuń
  4. Wyczuwam coś "przytłaczającego" w tej książce. Chyba nie chciałabym się z nią zmierzyć... Na pewno nie w tym momencie. Może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo ona w pewnym sensie jest "przytłaczająca". No i smutna.

      Usuń
    2. W tym momencie sobie odpuszczę, ale jeśli kiedyś najdzie mnie ochota na poczytanie czegoś smutnego i melancholijnego, to będę o niej pamiętała.

      Usuń
  5. Czytałam kilka recenzji tej książki i z każdą kolejną nabieram przekonania, że to pozycja dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie czytałem jeszcze ale napewno to zmienię ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. od niedawna mam w planach, już sama okładka działa na mnie hipnotyzująco i mam nadzieję, że treść mnie nie zawiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chciałabym ją przeczytać. Zachęciłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...