niedziela, 13 maja 2012

"Spadkobiercy" - Kaui Hart Hemmings

Los zmienia życie rodziny Matta Kinga, spadkobiercy wielkiej fortuny na Hawajach. Kiedy po wypadku jego żona zapada w śpiączkę, Matt musi nagle zająć się wychowaniem córek. Zajęty do tej pory swoimi sprawami, staje przed bardzo trudnym zadaniem. Siedemnastoletnia Alex odkrywa uroki bycia niegrzeczną dziewczynką, a dziesięcioletnia Scottie planuje pójść w ślady starszej siostry. Mało tego: znają sekret matki, którego odkrycie jeszcze bardziej skomplikuje życie Matta.
Przeczytałam książkę, obejrzałam film. Książka oczywiście podobała mi się bardziej, choć trochę żałowałam, że tym razem nie złamałam zasady - najpierw książka, potem film. Mam wrażenie, że odwrócenie kolejności byłoby lepszym rozwiązaniem. No trudno. Niezależnie od wszystkiego nie były to stracone godziny. Kaui Hart Hemmings udało się stworzyć niebanalną i oryginalną historię i co więcej - dobrze ją opowiedzieć.
"Spadkobiercy" wciągnęły mnie niemalże od pierwszej strony, bo historia tu opowiedziana jest tak zwyczajnie prawdziwa, bez lukrowej otoczki, nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i zdumiewających przemian głównych bohaterów. Nawet miejsce akcji - Hawaje - nie są tu przedstawione jako raj, w którym ludzie są szczęśliwi, całe dnie spędzają na przepięknych plażach, surfują i popijają kolorowe drinki z palemką, ale miejsce w którym ludzie też chorują i przeżywają wielkie tragedie.
Matt King, właściciel wielu ziem odziedziczonych po przodkach, staje przed poważnym wyzwaniem - musi stać się ojcem dla swoich córek. Dotąd zapracowany, zajęty własnymi sprawami, nie uczestniczył w ich życiu.:
"- Co chcesz teraz robić? - pytam. [...]
- Nie wiem. Coś zjeść.
- A co zwykle robisz o tej porze?
- Jestem w szkole.
- A gdyby dzisiaj była sobota? Co byś wtedy robiła?
- Byłabym na plaży." (s. 12 - 13)
 Teraz poznaje je na nowo i dziwi się, że jego dzieci mogą tak się zachowywać - młodsza wymyśla przedziwne historie, celowo się okalecza i naśladuje swoje koleżanki we wszystkich złych zachowaniach; starsza też próbuje udawać kogoś innego niż jest. Na domiar złego zdradza ojcu, że matka miała romans z pewnym mężczyzną. Matt próbuje jakoś to wszystko poukładać. Dogadać się z córkami, przebaczyć żonie, namówić przyjaciół i rodzinę żeby ją pożegnali. Postanawia także odnaleźć kochanka żony i namówić go na przyjazd do szpitala. Muszę przyznać, że postawa Matta ogromnie mi zaimponowała. Na pozór zwyczajny facet, okazuje się takim cichym bohaterem. Bez fanfar i fajerwerków pokonuje trudności i stawia czoło rzeczywistości. Nie udaje nikogo kim nie jest. 
 "Spadkobiercy" to powieść o przebaczaniu i o sile więzi rodzinnych. Jeden z lekarzy ze szpitala, w którym leży Joanie mówi w pewnym momencie ".... Chciałbym pomóc wam zaakceptować istnienie tego okresu w waszym życiu, a następnie chcę wam pomóc pójść do przodu. Nie pójść dalej, ale właśnie do przodu." (s.313). I o tym też jest ta książka, bo Matt odkrywa, że to jego nowe życie też ma jakąś wartość, a kontaktu z rodziną nie da się przecenić.
Czy było w tej książce coś, co uznałabym za wadę? O dziwo chyba nic. Nawet te potwornie irytujące córki Matta - Scottie i Alexandra w pewien przedziwny sposób wzbudzały sympatię, podobnie jak skory do używania pięści ojciec Joanie.
Jedyne co bym zmieniła w tej książce to okładka. Nie lubię filmowych okładek i już. Gdyby nie fakt, że książkę dostałam w prezencie, sama nigdy bym jej nie kupiła. Właśnie ze względu na okładkę.

Polecam gorąco!!!! Już dawno nie czytałam tak prawdziwej i życiowej historii.




Spadkobiercy / The Descendants, przeł. Hanna de Broekere, s. 352, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.



9 komentarzy:

  1. książka uszła, dało się przeczytać, masz rację jest inna gdyż nie jest przesłodzona, co do filmu? hm... niestety zasnęłam w połowie i nie miałam odwagi dokończyć, może kiedyś zmienię zdanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam do mnie na bloga, zostałaś "oTAGowana"

      Usuń
    2. Dziękuję zaraz zajrzę :))

      Usuń
  2. Mam tę książkę w planach na ten rok.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam film, więc nie wiem czy jest sens siegać po książkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest ... w filmie pominięto mnóstwo wątków, więc podczas lektury na pewno nie będziesz się nudzić :-)

      Usuń
  4. Muszę się do niej zabrać ;) Niestety oglądałam już film i wiem, że czytanie po obejrzeniu ekranizacji jest nieco odarte z magii :) Ale i tak nie omówię sobie tej przyjemności.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak pisałam, wydaje mi się, że akurat w przypadku tej książki kolejność najpierw film, potem książka, nie jest złym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...