poniedziałek, 21 maja 2012

"Przystupa" - Grażyna Plebanek

Tytułowa Przystupa to młoda dziewczyna pochodząca z małej wsi na wschodzie Polski. Nigdy nie widziała dużego miasta, nie była nawet w Lublinie. Pewnego dnia postanowiła: "muszem jechać" i pojechała. Najpierw do Warszawy, gdzie została sprzątaczką w domu pewnej gwiazdy. Gwiazda była średnio utalentowaną piosenkarką, ale dzięki mężowi i jego menedżerskim pomysłom, była jedną z najbardziej rozpoznawanych celebrytek. Mąż wymyślał kolejne eventy: operacje plastyczne, wyjazdy do Londynu, małe skandaliki - byleby tylko o żonie mówiono i pisano. Tymczasem Gwiazda zakochała się w pewnym Szwedzie polskiego pochodzenia i postanowiła uciec do Szwecji, zabierając ze sobą córkę i Przystupę. Jednak na skutek pewnych wydarzeń Przystupa popłynęła sama. I tak oto znalazła się w Szwecji. I tu, podobnie jak w Warszawie, została sprzątaczką. Najpierw w pewnej polskiej rodzinie, później w wielu innych, będąc przy okazji świadkiem wielu dziwnych sytuacji, skomplikowanych ludzkich relacji i bulwersujących zachowań. Im dłużej Przystupa sprząta i pucuje ich domy, tym więcej tajemnic zostaje ujawnionych. Tak jakby wraz z warstwą kurzu usuwała ostatnie przeszkody do poznania prawdy. Szkoda tylko, że wraz z odkrywaniem domowych sekretów nie pojawia się oczyszczenie i nowy, lepszy początek. Zazwyczaj następuje "wielkie bum!".   
Pozostaję pod dużym wrażeniem Grażyny Plebanek. W "Nielegalnych związkach" potrafiła stworzyć ciekawe tło obyczajowe i przelać na papier silne emocje, tak w "Przystupie" możemy obserwować bardzo ciekawe portrety ludzkie - przede wszystkim kobiece. Te kobiety są różne: zagubiona gwiazda, Hyra - współczesne wcielenie Dulskiej (cóż to za straszna baba!!), pani Słaba - która nie potrafi odejść do męża sadysty i chorobliwego dusigrosza. Wreszcie sama Przystupa - prosta, milcząca dziewczyna, którą życie nauczyło radzenia sobie z problemami i zbywania ich prostym wzruszeniem ramion. Przedziwna postać, ani miła, ani sympatyczna, ale też w żaden sposób nie irytująca. Trochę przezroczysta, a zarazem będąca wizjerem, okiem, które pozwoli czytelnikowi zajrzeć do domów innych ludzi. Zastanawiam się tylko o co chodzi z tą "łotrzycą współczesnej Europy", o której napisano na obwolucie książki. Jakoś mi ta Przystupa na łotrzycę nie wygląda. Ale książkę polecam i tak, bo to całkiem niezła literatura.


 

środa, 16 maja 2012

oTAGowani - przemaglowani ;-)

Archer zaprosiła mnie do zabawy, pt. OTAGowani! 
Bardzo dziękuję i już spieszę z odpowiedziami na pytania :-) 
 
Poniżej zasady tejże zabawy: 
1 Każda oTAGowana osoba ma za zadanie odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez 'Taggera' i odpowiedzieć na nie na swoim blogu.
2. Po odpowiedzeniu na zadane pytania wybierasz nowe 11 osób do TAGowania i piszesz je w swoim w poście.
3. Tworzysz 11 nowych pytań dla osób oznaczonych w TAGu i piszesz je w swoim TAGowym poście.
4. Wymieniasz w danym poście osoby oTAGowane przez Ciebie.
5. Nie oznaczaj oTAGowanych już osób.
6. Poinformuj wypisane osoby, że zostały oTAGowane.

 1. Z którym z bohaterów umówiłabyś/-łabyś się na kolację i dlaczego?
Tylko z jednym? Chyba nie potrafię wybrać......  Może mogłaby to być Joanna Chmielewska bohaterka książek - piwem i bobem przez nią serwowanym na pewno bym nie pogardziła ;-)

2. Dlaczego czytasz?
Bo lubię .. bo muszę ... bo tak ja nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt, tak samo nie wyobrażam sobie dnia bez książki. 

3. Którego bohatera z lektur szkolnych nie lubisz najbardziej, dlaczego?
Ojej, nie mam pojęcia. Nie potrafię przypomnieć sobie żadnego anty-bohatera. Musiał jakiś być, ale kto??? 

4. Zgadzasz się z tym, że sensacja i kryminał to tylko męska literatura?
Większość znanych mi czytelników kryminałów to kobiety. Zresztą, sama bardzo lubię dobre kryminały. Literatura sensacyjna jest może bardziej kojarzona z mężczyznami, ale wiele kobiet też chętnie sięga po takie książki, więc także ten bastion męskości został obalony ;-)
 
5. Czytasz opisy na okładkach?
Zawsze, choć wiele z nich jest totalnie bezsensownych i bezużytecznych. Ale i tak czytam. 

6. Czy lubiłeś/-łaś czytać lektury w szkole?
Różnie z tym bywało. Były takie, które połykałam z niemym zachwytem na twarzy (np. "Lalka", "Rozmowy z katem", "Rok 1984"), były też takie, które rzucałam w kąt i czytałam opracowania (np. "Szewcy" i kilka innych dramatów).

7. Jeśli miałabyś/-łbyś możliwość ucieczki na bezludną wyspę co zabrałabyś/-łbyś ze sobą?
Obym nigdy nie znalazła się na bezludnej wyspie. Miałabym dość po kilku dniach. Jeśli miałabym już gdzieś uciekać to tylko w Bieszczady. Zabrałabym tam mój dom :-)

8. Twój ulubiony autor to…? I dlaczego akurat ten?
O polskim napiszę niżej, ale jeśli chodzi i pisarza obcojęzycznego to nie potrafię wybrać jednego, jedynego. Moi ulubieńcy to na pewno Nicholas Evans, Henning Mankell, Eric Emmanuel Schmitt i wielu innych. A cenię ich za umiejętność opowiadania dobrych, zapadających w pamięć historii.

9. Czy zarywasz czasem nockę na książkę? 
Dzięki bezlitosnemu budzikowi i Vanowi Morrisonowi wyśpiewującemu "Someone like you" o 6.15 rano ;-/  zarywanie nocek jest utrudnione, aczkolwiek zdarza się. Ostatnio przy Larrsonie i "Cukierni pod Amorem".

10. Czytujesz polską literaturę? Jeśli tak to jaki jest Twój ulubiony autor/autorka?
Polską literaturę czytuję coraz częściej i odkrywam coraz więcej wartych uwagi autorów. Ostatnim odkryciem jest Grażyna Plebanek. A ulubiony autor to bez dwóch zdań Jacek Dehnel. Uwielbiam go bezkrytycznie - przede wszystkim za przecudny język, ale też za inteligencję i historie które opowiada.

11. Czy chodzisz na spotkania autorskie? Jeśli tak, to czy jesteś biernym słuchaczem czy także zabierasz głos?
Chodzę, choć nie tak często jakbym chciała. Są jednak takie, których za żadne skarby bym nie odpuściła. A jeśli już dotrę na takie spotkanie to zazwyczaj słucham, choć parę razy zdarzyło mi się wyskoczyć z mniej lub bardziej inteligentnym pytaniem ;-)  

Archer, bardzo dziękuję za wszystkie pytania. Trochę musiałam pomyśleć zanim napisałam odpowiedzi. 
Nikogo nie typuję do odpowiedzi, bo chyba wszyscy, których odpowiedzi byłam ciekawa, już wzięli udział w zabawie. 
Do następnego razu !! 
Buźka.  

niedziela, 13 maja 2012

"Spadkobiercy" - Kaui Hart Hemmings

Los zmienia życie rodziny Matta Kinga, spadkobiercy wielkiej fortuny na Hawajach. Kiedy po wypadku jego żona zapada w śpiączkę, Matt musi nagle zająć się wychowaniem córek. Zajęty do tej pory swoimi sprawami, staje przed bardzo trudnym zadaniem. Siedemnastoletnia Alex odkrywa uroki bycia niegrzeczną dziewczynką, a dziesięcioletnia Scottie planuje pójść w ślady starszej siostry. Mało tego: znają sekret matki, którego odkrycie jeszcze bardziej skomplikuje życie Matta.
Przeczytałam książkę, obejrzałam film. Książka oczywiście podobała mi się bardziej, choć trochę żałowałam, że tym razem nie złamałam zasady - najpierw książka, potem film. Mam wrażenie, że odwrócenie kolejności byłoby lepszym rozwiązaniem. No trudno. Niezależnie od wszystkiego nie były to stracone godziny. Kaui Hart Hemmings udało się stworzyć niebanalną i oryginalną historię i co więcej - dobrze ją opowiedzieć.
"Spadkobiercy" wciągnęły mnie niemalże od pierwszej strony, bo historia tu opowiedziana jest tak zwyczajnie prawdziwa, bez lukrowej otoczki, nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności i zdumiewających przemian głównych bohaterów. Nawet miejsce akcji - Hawaje - nie są tu przedstawione jako raj, w którym ludzie są szczęśliwi, całe dnie spędzają na przepięknych plażach, surfują i popijają kolorowe drinki z palemką, ale miejsce w którym ludzie też chorują i przeżywają wielkie tragedie.
Matt King, właściciel wielu ziem odziedziczonych po przodkach, staje przed poważnym wyzwaniem - musi stać się ojcem dla swoich córek. Dotąd zapracowany, zajęty własnymi sprawami, nie uczestniczył w ich życiu.:
"- Co chcesz teraz robić? - pytam. [...]
- Nie wiem. Coś zjeść.
- A co zwykle robisz o tej porze?
- Jestem w szkole.
- A gdyby dzisiaj była sobota? Co byś wtedy robiła?
- Byłabym na plaży." (s. 12 - 13)
 Teraz poznaje je na nowo i dziwi się, że jego dzieci mogą tak się zachowywać - młodsza wymyśla przedziwne historie, celowo się okalecza i naśladuje swoje koleżanki we wszystkich złych zachowaniach; starsza też próbuje udawać kogoś innego niż jest. Na domiar złego zdradza ojcu, że matka miała romans z pewnym mężczyzną. Matt próbuje jakoś to wszystko poukładać. Dogadać się z córkami, przebaczyć żonie, namówić przyjaciół i rodzinę żeby ją pożegnali. Postanawia także odnaleźć kochanka żony i namówić go na przyjazd do szpitala. Muszę przyznać, że postawa Matta ogromnie mi zaimponowała. Na pozór zwyczajny facet, okazuje się takim cichym bohaterem. Bez fanfar i fajerwerków pokonuje trudności i stawia czoło rzeczywistości. Nie udaje nikogo kim nie jest. 
 "Spadkobiercy" to powieść o przebaczaniu i o sile więzi rodzinnych. Jeden z lekarzy ze szpitala, w którym leży Joanie mówi w pewnym momencie ".... Chciałbym pomóc wam zaakceptować istnienie tego okresu w waszym życiu, a następnie chcę wam pomóc pójść do przodu. Nie pójść dalej, ale właśnie do przodu." (s.313). I o tym też jest ta książka, bo Matt odkrywa, że to jego nowe życie też ma jakąś wartość, a kontaktu z rodziną nie da się przecenić.
Czy było w tej książce coś, co uznałabym za wadę? O dziwo chyba nic. Nawet te potwornie irytujące córki Matta - Scottie i Alexandra w pewien przedziwny sposób wzbudzały sympatię, podobnie jak skory do używania pięści ojciec Joanie.
Jedyne co bym zmieniła w tej książce to okładka. Nie lubię filmowych okładek i już. Gdyby nie fakt, że książkę dostałam w prezencie, sama nigdy bym jej nie kupiła. Właśnie ze względu na okładkę.

Polecam gorąco!!!! Już dawno nie czytałam tak prawdziwej i życiowej historii.




Spadkobiercy / The Descendants, przeł. Hanna de Broekere, s. 352, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.



sobota, 28 kwietnia 2012

"Nielegalne związki" - Grażyna Plebanek

"Miłość i zdrada z punktu widzenia mężczyzny. Opowieść o uczuciu, które nie ma prawa istnieć, a zarazem analiza struktur społecznych ograniczających wolność człowieka, wikłających go w role, których nie jest w stanie wypełnić. Bruksela. Miasto władzy, wielkiej polityki i układów, miasto gdzie krzyżują się drogi wszystkich narodów kontynentu. Ona – Megi. Polska prawniczka, robiąca karierę w Komisji Europejskiej. Piękna, inteligentna kobieta, za którą mężczyźni oglądają się na ulicy, matka dwójki wspaniałych dzieci. On – Jonathan. Mąż, pisarz. Zajmuje się domem. Męski odpowiednik Anny Kareniny, rozdarty między miłością do rodziny a gwałtowną namiętnością do innej kobiety. Ta druga – Andrea. Narzeczona szefa Megi. Ambitna dziennikarka telewizyjna. Piękna, zmysłowa, uwodzicielska. Spotyka się z Jonathanem w kościołach, do których w świeckiej Brukseli nikt nie chodzi. Plebanek opowiada o zmaganiu z wymykającym się spod kontroli uczuciem, wyrzutach sumienia, lęku przed ranieniem bliskich. Bez pruderii pisze o seksie, otwarcie stawia pytania o miłość, pożądanie i wierność."


"Nielegalne związki" to kolejna bardzo dobra książka, którą udało mi się przeczytać w ostatnim czasie i mam wrażenie, że przytoczony powyżej opis z obwoluty książki nie jest w stanie nawet w małym procencie przekazać uczuć i emocji w niej nagromadzonych. Dla mnie była to książka magnetyczna i przyciągająca, która totalnie zawładnęła moimi myślami. Ciekawa byłam co dalej i jak zakończy się ta namiętna historia. Nie oczekiwałam happy-endu, po prostu chciałam wiedzieć jak autorka poprowadzi tę historię. I wcale nie przeszkadzało mi, że nie polubiłam Jonathana, że wkurzało mnie to jego rozchwianie, niezdecydowanie z kim chce być, tłumaczenie przed samym sobą, że przecież postępuje dobrze, bo zarówno żonie jak i kochance daje część siebie (więc powinny być zadowolone). Nie chcę go oceniać, bo wiem że takie historie zdarzają się od zarania dziejów i zdarzać będą. Zawsze będą też takie żony jak Megi i takie "te drugie" jak Andrea. "Nielegalne związki" to nie jest zwykły romans. Autorka postanowiła wczuć się w myśli i uczucia mężczyzny. Czy to jej się udało? Nie wiem. Należałoby zapytać jakiegoś mężczyznę. Wiem tylko, że mnie to przekonało. To obsesyjne, kompulsywne myślenie o Andrei, zmiany nastrojów, wyczekiwanie na smsy i ukradkowe spotkania. Myślę, że zakochany mężczyzna może tak funkcjonować. No i ten język - dosadny, erotyczny. Podoba mi się takie nazywanie rzeczy po imieniu.

Słuchałam audiobooka. Głos lektorki, Olgi Miłaszewskiej - niski i lekko zachrypnięty - był świetnym dopełnieniem tej historii. Nie wiem czy książka podobała by mi się równie mocno, gdybym sama ją czytała.

Wczoraj przyniosłam z biblioteki "Przystupę" Grażyny Plebanek. Zastanawiam się czy jest równie dobra, bo "Nielegalnym związkom" daję ...





piątek, 20 kwietnia 2012

"Światło na śniegu" - Anita Shreve


Tak się zdarzyło, że potrzebowałam książki o niewielkiej objętości, interesującej, ale jednocześnie takiej, która nie będzie wymagała ode mnie zbyt dużego skupienia. Wybór padł na "Światło na śniegu" Anity Shreve.
Anita Shreve jest znaną amerykańską pisarką powieści popularnych, obyczajowych, ale umieściłabym ją w jednym rzędzie bardziej z Jodi Picoult niż z Victorią Holt czy innymi przedstawicielkami "chick lit". Jej najbardziej znaną powieścią jest "Żona pilota", natomiast moją ulubioną jest "Trudna miłość", o której pisałam tutaj.

New Hampshire (stan na północno-wschodnim wybrzeżu USA, blisko granicy z Kanadą), zima. Robert Dillon wraz z Nicky - 12-letnią córką wybrali się na spacer po lesie. Nagle słyszą dziwne kwilenie, podejrzewają że odgłosy pochodzą od jakiegoś zagubionego kota, ale szybko odkrywają prawdę. Na śniegu, w śpiworze leży noworodek. Zabierają dziecko do szpitala, zostają przesłuchani na lokalnej komendzie i mimowolnie zostają zaangażowani w sprawę. Nie wiadomo kto jest matką dziewczynki, skąd wzięła się w mroźny wieczór w lesie. Policja wszczyna śledztwo i prawda powoli wychodzi na jaw. Ale zanim to się stanie, rodzina Dillonów będzie musiała zmierzyć się z duchami przeszłości.Od dwóch lat żyją w domu na odludziu. Wcześniej mieszkali w Nowym Jorku i wiedli zupełnie inne życie. Jakie? Wolałabym nie zdradzać, bo fakty z ich przeszłości ujawniane są w powieści stopniowo, niemalże do ostatnich stron. Powiem tylko tyle, że pewne tragiczne okoliczności zmusiły ich do szukania nowego miejsca do życia. Kilka dni po znalezieniu dziewczynki na progu domu Roberta i Nicky, (a może powinnam pisać Nicky i Roberta - bo to dziewczynka jest narratorką) staje Charlotte - matka noworodka, a jej pojawienie się spowoduje wiele zmian.

Lubię powieści Anity Shreve, bo oprócz ciekawej historii, zawsze zawierają element psychologicznej analizy postaci i poruszają problemy społeczne. I choć uważam, że w pewnych warstwach ta powieść jest trochę słabsza od wcześniejszych to i tak jest warta uwagi.
Największe zastrzeżenia mam do postaci Nicky, która pomimo młodego wieku, jest niezwykle mądra i tak wiele rozumie, a za chwilę wydaje się strasznie dziecinna. Być może mój osąd wynika z tego, że nie znam zbyt wielu 12-latek?
Niemniej powieść "Światło na śniegu" jest bardzo poruszająca i choć bohaterowie są raczej skryci, to i tak pełno w niej emocji. Problem porzucenia na niechybną śmierć niemowlęcia, uczucia młodej dziewczyny, która zostaje matką, ocena sytuacji przez ojca Nicky, który sam wiele przeżył ... momentami ta historia wydawała mi się strasznie smutna i wstrząsająca. I mogę sobie tylko wyobrazić jakie emocje podczas lektury towarzyszą kobietom, które same są matkami.

Generalnie polecam i jestem pewna, że ta powieść znajdzie wielu zwolenników :))

piątek, 13 kwietnia 2012

"Filozof i wilk" - Mark Rowlands

"Czego mogą się od siebie nauczyć filozof mizantrop, czerpiący inspiracje tyleż z Heiddeggera i Nietzschego, ile z Jacka Danielsa, oraz wilk, który zamiast polować na łosie, kradnie kanapki z plecaków studentów i wyje na nudnych wykładach?


Kiedy młody wykładowca filozofii Mark Rowlands postanowił kupić puchatego małego wilczka, nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zmieni się jego życie. I nie chodziło tylko o zjedzoną klimatyzację i zrujnowany ogród. Relacja z Breninem gruntownie zmieniła jego myślenie, stając się inspiracją filozoficznych rozważań nad naturą miłości, śmierci, szczęścia i człowieczeństwa. Ich owocem jest autobiograficzna książka Filozof i wilk, poruszający i zabawny opis niezwykłej przyjaźni przekraczającej granice gatunków."

Od kilku dni zastanawiam się co powinnam napisać o książce "Filozof i wilk". Dopiero dzisiaj uświadomiłam sobie, że w przypadku tej książki drugorzędną sprawą jest styl autora, prowadzenie fabuły czy opowiedziana historia (choć to wszystko jest jak najbardziej okej). Tutaj najważniejsze są poglądy autora, jego stosunek do zwierząt, poczucie współistnienia i współodczuwania, które są pretekstem do głębokich rozważań filozoficznych dotyczących władzy, okrucieństwa, moralności czy śmierci. Bardzo sprytny zabieg, który sprawił, że przez te wszystkie "filozoficzne wstawki" przebrnęłam zupełnie bezboleśnie. Zazwyczaj omijam dzieła filozoficzne, gdyż nużą mnie różnego rodzaju dywagacje, a w tym przypadku przeczytałam je od początku do końca. I choć nie ze wszystkimi poglądami autora zgadzam się, to i tak z wielką przyjemnością przeczytałam "Filozofa i wilka". Być może dlatego, że znalazłam wiele łączących nas elementów, być może dlatego, że moja rodzina, podobnie jak rodzina autora, nie jest normalna ;-). O swojej pisał tak:


"Kiedy teraz o tym myślę, uświadamiam sobie, że jeśli chodzi o psy, moja rodzina, a w konsekwencji ja, nie jesteśmy normalni. Często braliśmy dogi ze schroniska. (...) Blue, dog niemiecki (...) jest tu dobrym przykładem. Miał mniej więcej 3 lata, kiedy moi rodzice go uratowali. (...) Blue miał hobby: gryzienie jak popadnie ludzi i zwierząt. Uściślijmy: niezupełnie jak popadnie. Miał on po prostu, tak to nazwijmy, rozmaite idiosynkrazje. Jedna z nich polegała na tym, że nie pozwalał ludziom wyjść z pomieszczenia, w którym był. Nie można było zostać z Blue w pokoju sam na sam. Zawsze trzeba było mieć kogoś, kto odwróci jego uwagę, gdy ty będziesz się ewakuować. Oczywiście, ten ktoś także później potrzebował kogoś, kto odwróci uwagę psa, gdy sam będzie chciał wyjść z pokoju. I tak toczyło się życie Blue. Jeśli nie udało się skutecznie go zdezorientować, kończyło się to trwałymi śladami na tylnych częściach ciała. (...) Nienormalność mojej rodziny polegała nie tylko na tym, że gotowa była zaakceptować te dziwactwa, zamiast wysłać go w jedną stronę do weterynarza, jak zrobiłaby większość ludzi. Co więcej, postrzegali oni tę raczej uciążliwą cechę doga jako źródło niezmiernej wesołości*"

Nie może więc dziwić, że wychowany wśród psów Mark Rowlands w swoim dorosłym życiu potrafił nawiązać tak silną relację z prawdziwym (w 96%) wilkiem. Czytając, byłam pod ogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób opisuje on swojego psa. Pisze o nim z dumą, szacunkiem i miłością. Zachwyca się jego ruchami, zwinnością, inteligencją. Zaznaczyłam wiele fragmentów dokumentujących tę więź, ale żeby Was nie zanudzić przytoczę tu jeden z nich:
"Podczas naszych wspólnych biegów zdałem sobie sprawę z czegoś zaraz budzącego pokorę i głębokiego: miałem u boku stworzenie pod wszystkimi najważniejszymi względami niepodważalnie, wyraźnie, nieodparcie i kategorycznie lepsze ode mnie. To był przełomowy moment w moim życiu. Jestem pewnym siebie facetem. (...) Nie pamiętam, żebym tak się czuł przy kimkolwiek. To zupełnie nie w moim stylu. Ale teraz uświadomiłem sobie, że chcę być mniej jak ja, a bardziej jak Brenin.
To odkrycie miało charakter zasadniczo estetyczny. Biegnąc, Brenin płynął nad ziemią z taką elegancją i oszczędnością ruchów, jakiej nigdy nie widziałem u psa.**"
"Filozof i wilk" to piękna i mądra książka i uważam, że każdy, dla kogo własny pies jest ważną cząstką życia, powinien przeczytać tę pozycję. Zdecydowanie!
Ci, którzy dopiero myślą o czworonożnym przyjacielu też.

Polecam gorąco.


* M. Rowlands, Filozf i wilk. Czego może nas nauczyć dzikość o miłości, śmierci i szczęściu, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011, s. 32.
** Tamże, s. 109.

czwartek, 12 kwietnia 2012

Światowy Tydzień Książki z Marcinem Wrońskim

Światowy Tydzień Książki z Marcinem Wrońskim

W ramach Światowego Tygodnia Książki Empik zaprasza na trzy spotkania z Marcinem Wrońskim, autorem cyklu kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim, którego ostatnia część, Skrzydlata trumna, od dwóch miesięcy utrzymuje się w ścisłej czołówce bestsellerów Wydawnictwa W.A.B.
  • Lublin, piątek 20 kwietnia 2012, godz. 16 (Empik, CH Plaza, ul. Obrońców Pokoju 1a)
  • Kraków, niedziela 22 kwietnia 2012, godz. 17 (Empik, Rynek Główny 5/ul. Sienna 2)
  • Katowice, poniedziałek 23 kwietnia 2012, godz. 18 (Empik, CH Silesia, ul. Chorzowska 17)

POLECAM WSZYSTKIM MIŁOŚNIKOM KRYMINAŁÓW. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...